Chapter 1: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 1 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Czas wakacyjny to może nie najlepszy okres na wyjazd, głównie z powodu nadmiaru turystów i samochodów na drodze, ale nie przekreślało to pomysłów Louisa. Spakował wszystko do swojej Skody, pożegnał się ostatni raz z mamą, która spakowała mu coś do jedzenia na czas podróży i z ojcem, który powiedział mu by ostrożnie jechał. Wsiadł za kółko i pojechał tak jak mówiła jego nawigacja w telefonie, w końcu to tylko...21 godzin jazdy, to nie tak dużo, był w stanie to zrobić, jeszcze miał sporo czasu, jedyne co mogło go martwić to jaki mógł być ruch na drogach ekspresowych, jednak teraz chciał się skupić na drodze i do pomocy puścił muzykę słysząc znajomy głos Lady Gagi, który od razu go pocieszył. No cóż, to będzie długa droga...
Wyjazd z Poznania nie wydawał się trudny, sama jazda była teraz przyjemna i odprężająca, w końcu nie musiał się nigdzie tak spieszyć. Zauważył też po drodze sporą ilość osób chodzących z tabliczkami z nazwami różnych miejscowości czy krajów, zaczynając od Wrocławia aż po Węgry, jakby to były drużyny osób, które chcąc zobaczyć kto pierwszy dostanie się do danej lokalizacji za pomocą autostopu. Na początku się nie zatrzymywał, mijał ich widząc, że ci jeszcze nie zaczęli szukać pojazdu lub dopiero pisali na kartonach daną miejscowość, jednak po jakimś czasie, gdy zatrzymał się na stacji benzynowej by kupić coś do picia, wracając do auta zatrzymał go inny mężczyzna. Wyższy od niego, trochę opalony, mający niebiesko zielone włosy i okulary o okrągłych oprawkach, z plecakiem przewieszonym przez ramię.
- Hej, przepraszam, że pytam, ale podwieziesz mnie? - pyta z niepewnym uśmiechem - Gdziekolwiek, najlepiej w stronę Niemiec.
Louis określiłby się osobą dość łatwowierną i ufną, często na swoją niekorzyść, jednak chciał wierzyć, że na świecie są dobrzy ludzie, a mężczyzna ten nie wyglądał w końcu, aż tak podejrzanie, może nawet był w miarę ładny zdaniem chłopaka.
- Myślę, że mogę. - mówi kiwając głową, otwierając samochód - Obojętnie gdzie byle do Niemiec?
- Im dalej tym lepiej. - mówi odkładając plecak do tyłu z wielką ostrożnością co trochę zaniepokoiło Louisa - Mogę usiąść z przodu?
- Jasne. - mówi siadając za kierownicą, biorąc łyk wody nie wiedząc co myśleć.
Miał nadzieję, że on nie miał nic niebezpiecznego przy sobie, nie chciał mieć żadnych problemów i tak miał już za dużo na głowie. Do tego teraz ten facet, czemu on sobie musi utrudniać życie?
- Jaki jest twój cel podróży? - słyszy co wyrywa go z zamyślenia i dopiero odpala samochód.
- Jadę do Barcelony, na wakacje. - odpowiada spokojnie, wyjeżdżając z parkingu.
- Nie lepiej samolotem? - dopytuje, marszcząc brwi niebiesko włosy.
- Preferuję zostanie na ziemi, wiesz. - mówi kiwając głową z lekkim grymasem – Nie mam żadnej fobii czy coś, po prostu...tak jest bezpieczniej.
- W porządku, rozumiem. - odpowiada odwracając głowę w stronę okna.
- A ty, gdzie jedziesz? Coś dalej poza Niemcami? - pyta ciekawy Louis, a mężczyzna myśli chwilę.
- W sumie, też jadę do Hiszpanii. - mówi drapiąc się po karku – Mam jedną sprawę do załatwienia, no chyba że chcesz to mogę jechać dłużej, nie musiałbym szukać kolejnego pojazdu.
- Ile czekałeś na auto na stacji? - dopytuje niepewnie.
- Nie wiem, z trzy godziny? - odpowiada zawstydzony - Większość osób jedzie albo nad morzę albo w góry, więc trudno coś znaleźć.
Louis miał dwie opcje, albo odmówić jak przystało na mądrą i ostrożną osobę, którą miał nadzieje, że był, lub zgodzić się, w końcu może tak będzie mu raźniej i milej z kimś jechać...z kimś zupełnie obcym, ale i tak z drugim człowiekiem, mając nadzieję, że ten nie jest jakimś szalonym mordercą, który ucieka od sprawiedliwości. Czasem trudno było odmówić, plus ten facet był trochę w jego typie, co trochę komplikowało sytuację, w końcu jak miałby odmówić ładnej, w miarę miłej osobie?
- W porządku. - zgadza się w końcu, a wszystkie jego plany wyleciały przez otwarte okno samochodu z tymi słowami - Wiesz, że to będzie długa droga?
- Wiem, ale jestem gotowy, mam trochę euro. - mówi z dumą, poprawiając się na siedzeniu.
Między nimi nastała trochę niekomfortowa cisza, więc Louis włączył z powrotem muzykę, by trochę rozluźnić sytuację. To będzie długa podróż...
- Nie spytałem, jak masz na imię? - pyta niebiesko włosy.
Louis zamyślił się na chwilę, jakby ten pytał się go o najbardziej dziwną rzecz na świecie, nie całkiem lubił takie pytania od innych, ale nie mógł ich uniknąć. Westchnął, gdy wchodził w rondo skręcając na drugim zjeździe, tak jak mówiła nawigacja.
- Louis. - mówi niepewnie kiwając głową, jakby chciał potwierdzić swoje słowa.
- Miło mi, jestem Dawid. - mówi z uśmiechem mężczyzna, nie zwracając uwagi nawet na to jak dziwnie brzmiało jego imię.
Fajny kolor włosów. - dopowiada Louis odwracając wzrok z powrotem na jezdnię.
- Dzięki, przyjaciółka wybierała. - odpowiada odwracając wzrok, zawstydzony.
- Ma dobry styl. - dopowiada, a między nimi znów zapadła cisza, przerywana piosenkami autorstwa Lady Gagi.
Chapter 2: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 2 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Pierwsze dwie godziny były bardzo ciche, zbyt ciche dla Louisa, jednak nie wiedział nawet co powiedzieć, a przed nimi było jeszcze 18 godzin jazdy. Na razie, gdy dojechali do Frankfurtu nad Odrą, zatrzymali się.
- Dobra, przydałoby się coś zjeść. - proponuje Louis, zaczesując swoje włosy do tyłu, gdy parkuje na jednym z parkingów.
- To płatny parking. - mówi Dawid rozglądając się, a drugi mężczyzna podnosi brew.
- Co? - pyta nie rozumiejąc, czyżby nie zauważył znaku? - Okay, pójdę po bilet w takim razie, ty możesz...
Zaczyna, ale potem się zatrzymuje, gdy ma dłoń w kieszeni szukając drobnych euro które miał schowane. Nie mógł go od tak zostawić w swoim własnym samochodzie, co, jeśli go ukradnie? Nie mógł na to pozwolić.
- Razem pójdziemy po bilet. - mówi w końcu wzdychając i rozpinając pas bezpieczeństwa.
Pogoda na razie im dopisywała, a światło wręcz oślepiało Louisa, więc wyciągnął schowane okulary przeciwsłoneczne, widząc, że Dawid w tym czasie wyciągnął z plecaka czapkę z daszkiem.
- Więc, Dawid, ile masz lat? - pyta by jakoś zacząć rozmowę.
- Mam 22 lata. - odpowiada poprawiając czapkę i okulary.
- Naprawdę? Czyli mamy tyle samo lat. - mówi z lekkim uśmiechem - Który miesiąc? Ja jestem z września.
- Czyli jestem starszy. - mówi z dumą - Jestem z lutego.
Louis nic nie powiedział jedynie kiwnął głową. Świetnie...niższy, młodszy, miał nadzieję, że chociaż teraz będzie inaczej, ale skoro świat ma inne plany. Westchnął i gdy zobaczył parkometr podszedł do niego czytając niemieckie zdania niezbyt rozumiejąc. Nigdy nie był orłem z tego języka, angielski, hiszpański tak był w nich dobry, ale niemiecki? Nigdy w życiu.
- Pomóc ci? - pyta Dawid podchodząc bliżej.
- Jest w porządku, dam radę. - mówi wrzucając monety, wybierając coś na panelu i odbierając bilet – Widzisz? Dałem radę. - mówi z dumą wracając do samochodu by odłożyć go.
- Z trudnościami, ale tak, dałeś radę. - komentuje Dawid, drapiąc się po swoim kilkudniowym zaroście.
- Słuchaj, w tym czasie możesz poszukać, gdzie możemy coś zjeść. - proponuje Louis, patrząc na niego kątek oka, gdy ten wyciąga swój dość stary telefon z kilkoma naklejkami.
Nie czekał długo na odpowiedź, pierwsze lepsze miejsce, gdzie mogą zatrzymać się na chwilę i zapełnić żołądki było po drugiej stronie rzeki. Idąc po moście, Louis nawet się nie zatrzymywał, nie tak jak Dawid, który przystanął w jednym miejscu patrząc w dół na wodę.
- Idziesz, czy będziesz tak stać? - pyta dość ostro, odwracając się i stając w miejscu trochę dalej.
- Po prostu patrzę na rzekę, zabronisz mi? - pyta z uśmiechem - Czasami warto się zatrzymać i popatrzeć na małe rzeczy.
Louis jedynie przewrócił oczami i westchnął, podchodząc bliżej do niego, ale dalej nie patrząc w dół z mostu. Nie miał żadnego lęku wysokości, wcale, po prostu nie miał ochoty patrzeć na przepływającą wodę. Obserwował tak chwilę drugiego mężczyznę, jego ciemnobrązowe odrosty na górze głowy, jego lekko zmarszczone brwi, delikatny nos. Był ładny i był w jego typie, ale nie chciał tego okazywać, to tylko by spowodowało, że sprawy będą bardziej skompilowane, mniej przyjemne dla Louisa w obecnej sytuacji.
- Dobra, możemy już iść. - mówi Dawid odsuwając się od barierki i idąc dalej, jak gdyby nigdy nic.
Niebiesko włosy znalazł dość ładne miejsce, gdzie usiedli na zewnątrz odpoczywając chwilę zanim dostaną menu. Louis dogadał się z kelnerką po angielsku, gdy jego rówieśnik już zaglądał do karty dań poszukując coś dla siebie. Louis też to zrobił, jednak, gdy zobaczył brak tłumaczenia na angielski dań trochę się przeraził. Język niemiecki, jego wróg, może nie numer jeden bardziej...numer trzy, ale to nie było ważne. Gdy Dawid zauważył jego zmartwioną minę odłożył kartę na bok.
- Wszystko okay? - pyta unosząc brew.
- Tak, oczywiście. - odpowiada wymuszając uśmiech - Te ceny są...chyba normalne, racja?
- Nie umiesz niemieckiego? - dopytuje Dawid z lekkim, kpiącym uśmiechem, co powoduje przewrócenie oczami drugiego – Dobra, pokaż mi to.
Mówiąc to wyciąga dłoń w jego stronę, a Louis lekko się rumieni, gdy podaje mu kartę i on zaczyna mu tłumaczyć co na niej pisze. Razem zdecydowali, że wezmą coś tańszego i gdy poprosili kelnerkę z powrotem, Dawid popisał się swoim zaznajomieniem obcego języka, mówiąc po niemiecku, może mówił bez wyraźnego akcentu, ale Louis i tak myślał, że to imponujące, nawet jeśli nie rozumiał nic z tego co mówi. Czekali chwilę zanim dostali swoje dania, Louis odebrał swojego kurczaka z ryżem, a Dawid wziął makaron czosnkowy, coś ze strefy wegetariańskiej ku zaskoczeniu Louisa.
- Jesteś wegetarianinem? - pyta nabierając trochę ryży na widelec.
- Em, nie. - odpowiada spokojnie nawijając makaron – Po prostu miałem ochotę na coś bez mięsa.
Po krótkiej wymianie zdań zaczęli jeść i Poznaniak mógł się zgodzić z dobrymi recenzjami tego miejsca, a na pewno było to lepsze od jednej restauracji w jego rodzinnym mieście. Gdy skończyli, zapłacili osobno za każde z dań i wrócili do samochodu w ciszy, nie była to już taka zła cisza. Wsiedli, zapieli pasy i Louis włączył muzykę w telefonie wraz z nawigacją, auto wypełniło się głosem muzyków z The Neighbourhood i piosenką “Cherry Flavoured” i mogli jechać dalej w głąb germanistycznego kraju.
Chapter 3: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 3 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Autostrada to chyba ulubiona część podróży Louisa, tym bardziej te w Niemczech, nawet teraz jeśli stali w krótkim korku, to przynajmniej pogoda była przyjemna, a droga bez kolein. Cisza jednak była dobijająca, nawet z muzyką popową z telefonu Louisa, zauważył on jak Dawid wybijał niecierpliwy rytm drzwi samochodu, gdy patrzył przez okno na auta wokół. Dalej miał na sobie czapkę z daszkiem, zwykłą trochę już zjedzoną przez słońce, bo czarny kolor został zastąpiony jasnym brązowym, do tego szorty które pokazywały jego lekko owłosione nogi i koszulka z krótkim rękawkiem i nadrukiem niebieskiego kota. Wręcz pytanie wyrywało mu się z ust by spytać, czy ten lubi te zwierzęta tak samo jak on, może mieliby coś wspólnego? Oprócz tego, że oboje jadą w te samo miejsce.
- Lubisz koty? - zadając te pytanie, Louis odgarnia swoje rozjaśnione włosy do tyłu, ruszając się powoli do przodu swoim autem.
- Co? - pyta wyrywając się z zamyślenia - Koty? Ta, są...okay. - mówi niepewnie kiwając głową.
- No, masz jednego na koszulce, myślałem, że je lubisz to, dlatego. - mówi nie myśląc wiele wpatrując się w tablicę rejestracyjną auta z przodu, jakby chciał się jej nauczyć na pamięć.
Dawid jednak po prostu zamiast unieść brwi czy spytać, dlaczego ten tak bardzo interesował się jego ubiorem, po prostu zachichotał cicho, jakby Louis powiedział dobry żart. Był to miły dźwięk, przypominający ciepły kocyk owijający się wokół ciebie w jesienny wieczór, coś co dodawało niebiesko włosemu jedynie więcej uroku i powodowało rumieniec na twarzy Louisa.
- No co? To takie zabawne? - pyta z niepewnym, zawstydzonym uśmiechem.
- Nie.…no może trochę. - odpowiada z uśmiechem, ściągając okulary by je wytrzeć w schowaną w spodniach chusteczkę - Powiedziałeś to w taki dziwny sposób...przypomniało mi to moją przyjaciółkę.
- Naprawdę? - dopytuje zaskoczony – Jaka ona jest? - nie wiedział, dlaczego w ogóle zapytał o to osobę, którą znał od dopiero kilku godzin, po prostu to samo wyszło z jego ust.
Dawid myślał chwilę, a uśmiech delikatnie zniknął z jego twarzy, mimo, że Louis nie myślał, że spytał o coś niestosownego.
- Ona jest... zabawna, bardzo nieśmiała i trochę dziwna w dobry sposób. - odpowiada z przerwami, może chciał sobie przypomnieć jaka ona była? - Na pewno zwariowana i lubiła malować.
- Artystka. - mówi pod nosem Louis z lekką zazdrością, zawsze podziwiał artystów.
- Dokładnie. - potwierdza i wzdycha głęboko, opierając się o podgłówek fotela - Myślisz, że daleko tak zajedziemy? Za niedługo zrobi się ciemno.
- Zatrzymamy się w jakimś miejscu to na pewno. - odpowiada, drapiąc się po karku
- Poszukam jakiegoś zajazdu. - proponuje Dawid i włącza telefon szukając danego miejsca.
Może zajęło im to godzinę by dojechać do najbliższego motelu przy drodze, Dawid ostrożnie założył swój plecak na ramię idąc przodem, gdy Louis wziął jedną torbę i wszedł za nim do środka. Pomieszczenie było przyjemne przewietrzone, dzięki czemu mężczyźni mogli odetchnąć, blondyn zajął się rozmową z recepcjonistką, która wydawała się średnio chętna na rozmowy o tej porze dnia, na szczęście kobieta umiała mówić dobrze po angielsku i dogadali się...jedynym problemem był sam pokój, dwuosobowy, ale z jednym łóżkiem co niezbyt podobało się Louisowi, ale co mógł zrobić? Jechać dalej i szukać miejsca, gdzie nie będzie musiał dzielić swojego łóżka z kimś innym? Po prostu zapłacił za jedną noc i wziął klucz kierując się na schody, wchodząc na piętro i szukając pokoju z numerem 4. Skromny, z widokiem na drogę i prywatną łazienką, oboje odłożyli swoje bagaże, każdy po innej stronie i zajęli się swoimi sprawami. Dawid ściągnął buty i położył się zmęczony na łóżku, a Louis wziął ubrania na zmianę i poszedł się umyć.
Jeszcze tylko trochę i będzie mógł to robić z przyjemnością i komfortem, teraz jednak zobowiązywała zasada “nie patrz w dół, ani w lustro” coś czego trzymał się od ostatnich dziesięciu lat. To było trudne, ale nie mógł z tym nic zrobić, nie mógł walczyć z tym kim jest, nie ważne jak bardzo tego chciał czasami, po prostu być kimś kim nie jest i nigdy nie był. Niechętnie umył ciało swoim płynem 5w1 o zapachu pomarańczy, potem włosy i twarz. Wyszedł spod prysznica, wycierając się starym ręcznikiem o rdzawym kolorze i ubrał się w wygodne ubrania, trochę zawstydzony się wyjść z łazienki w takim stanem, ale jedynie miał nadzieję, że Dawid niczego się nie domyśli.
- Nie za gorąco ci? - to było pierwsze co powiedział, gdy Louis wyszedł z łazienki ubrany w bluzę z długim rękawem.
- Gorąco? Nie, dlaczego? - odpowiada prostym kłamstwem, ale Dawid nie pyta więcej, po prostu wyciąga swój ręcznik i piżamę z plecaka tak szybko, że Louis nawet nie zdążył zaglądnąć do środka.
Czy ciekawość go zżerała? Tak bardzo, aż to było niekomfortowe, ale czy otworzył plecak i zajrzał do środka? Nie, głównie z dwóch powodów: nie chciał naruszać prywatności Dawida i zadzwoniła do niego jego mama pytając jak idzie mu podróż i czy zjadł kanapki. Rozmawiał z nią chwilę, wyciągając jedną i jedząc ją, dopóki niebiesko włosy nie wrócił.
Wtedy zaczęło się robić trudno dla Louisa, wytrzymać całą noc z mężczyzną, którego znał jeden dzień w jednym łóżku. Zauważył, że Dawid założył jedną słuchawkę na ucho i włączył muzykę, tak idąc spać, mimo że przez nie było słychać muzykę. Nie znał tej piosenki, kobiecego głosu czy dźwięków fortepianu, ale było w tym coś usypiającego, co ukoiło jego duszę. Ta noc minęła szybciej niż planował.
Chapter 4: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 4 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Louis miał zwyczaj do wstawania wcześnie rano albo z powodu przyzwyczajeń z porannych zmian w swojej pracy, tak samo było tego dnia, gdy wstał wczesnym porankiem. Zauważył, że Dawid dalej spał w najlepsze, gdy ten po cichu szedł do łazienki się przebrać w coś lżejszego i ogarnąć się. Zmienił bluzę na koszule i poprawił ją by było mu bardziej komfortowo, by zacząć potem poprawiać swoją fryzurę. Louis już zaczął myć zęby, gdy nagle do łazienki wszedł zaspany Dawid idąc do łazienki by się załatwić, co spowodowało od razu odwrócił wzrok wpatrując się w swoje własne odbicie.
- Nie wydajesz się rannym ptaszkiem. - mówi ledwo z pianą w ustach.
- Oh jestem, ale się odzwyczaiłem. - odpowiada, jak gdyby nigdy nic.
Louis nie skomentował tego, jedynie starał się trzymać odpowiednią granicę między sobą, to było dziwne dzielić łazienkę z kimś kogo znasz tak krótko, ale bardziej dziwił go fakt niewzruszenia ze strony Dawida na całą sytuację. Nie skończył nawet myć zębów, gdy ten spuścił wodę i podszedł do umywalki stając obok i myjąc swoje dłonie.
- Wydajesz się dziwnie...wyluzowany całą tą sytuacją. - mówi pod nosem spuszczając wzrok.
- Tym, że jadę z tobą tysiące kilometrów? Po prostu jestem zbyt ufny, wiem to. - odpowiada wycierając dłonie w spodnie.
- Nie o to chodzi, chodzi o.…wiesz. - mówi patrząc na niego kątem oka, zawstydzony.
- Że sikałem z tobą w toalecie? - pyta niepewnie, jakby nie rozumiał co w tym jest nie tak - Myślałem, że każdy tak robi. - dodaje po chwili wychodząc z łazienki.
“Myślałem, że każdy tak robi” - brzmiało ciągle w głowie Louisa jak niechciana katarynka, no tak, nigdy tego nie doświadczył i nie miał prawa wiedzieć, jak to jest. Wypluł nadmiar pasty do zębów i opłukał jamę ustną by potem spojrzeć na siebie, czując już dobrze znany dyskomfort. Niby nic się nie zmieniło, ale on już wiedział, że nie patrzy na tego samego siebie, ten w lustrze wydawał się sztuczny, jak wynajęty aktor, który miał być jego dublerem. Jego włosy były zbyt długie, twarz zbyt okrągła, ubrania zbyt ciasne i odsłaniające.
“Jeszcze kilka dni” - powtarzał sobie nie chcąc patrzeć na swoje odbicie w szkle. Był już zdegustowany, aż do wyjścia z hotelu i wejścia do samochodu z Dawidem u boku. Podróż ranem była spokojniejsza, bez większego ruchu i stresu, mieli jeszcze dużo czasu.
- Lubisz bardzo muzykę pop, co nie? - słysząc głos mężczyzny, Louis przypomina sobie, że nie jedzie sam i poprawia się na siedzeniu.
- Aż tak to widać? - pyta odruchowo patrząc sekundę na nawigację.
- Po prostu trzeci raz słyszę głos Lady Gagi w ciągu 15 minut. - odpowiada żartobliwie Dawid, chcąc poprawić mu humor – Nieczęsto słucham tego typu muzyki.
- No cóż, czego więc słuchasz? - pyta z lekkim grymasem i przewracając oczami.
- Na spokojnie. - mówi unosząc dłonie - Jeśli mi pozwolisz to mogę puścić.
Louis myśli chwilę, aż w końcu wyłącza muzykę ze swojego telefonu i ściska dłonie na kierownicy, już od rana ma zły humor. Dawidowi jednak to nie przeszkadzało, wyciągnął telefon i po chwili włączył muzykę wystarczająco głośno by Louis ją usłyszał ponad warczenie silnika. Na początku usłyszał gitarę i rytm perkusji, ale gdy nadszedł wokal wręcz poczuł dreszcz na plecach i zmarszczył brwi.
- Co to jest? - pyta chcąc zajrzeć do telefonu po tytuł.
- He was born to be a taxi driver. - odpowiada spokojnie Dawid – Od T.Love, nie znasz?
- A powinienem? - dopytuje wracając spojrzeniem na drogę.
- Nie znasz jednego z lepszych albumów rockowych polskiego wydania?! - mówi z podniesionym głosem, wręcz wystraszony jego nieświadomością - Muszę ciebie dużo nauczyć.
- Błagam nie ucz mnie. - mówi zniesmaczony.
Jednak to nie powstrzymuje Dawida od zaczęcia mówienia o zespołach rockowych w Polsce na przestrzeni lat, od tych bardziej popularnych po te niszowe słyszane jedynie w barach. Louis nie przerywał mu jednak, słuchał spokojnie czując się...lekko lepiej ze świadomością, że może skupić się na czymś innym i tym, że Dawid pierwszy raz zaczął więcej mówić od początku ich podróży. Jazda nagle stała się chodź trochę bardziej przyjemna, gdy zjeżdżali z drogi szybkiego ruchu do kolejnego większego miasta by zjeść coś między śniadaniem a obiadem. Zjedli coś pożywnego, wypili kawę i byli na szybko w sklepie by zakupić coś na drogę w tym wodę, w końcu trzeba się nawadniać wciągu dnia.
- A może po prostu, usiądziemy i odpoczniemy chwilę? - proponuje Dawid, gdy są w parku w drodze powrotnej do samochodu i idzie do najbliższej ławki by usiąść.
Louis nie był zbyt chętny na to, chciał już jechać dalej by kontynuować podróż, ale widząc lekkie zmęczenie na twarzy towarzysza, westchnął i usiadł obok, otwierając butelkę z wodą mineralną i biorąc łyka. Na początku po prostu siedzieli w ciszy, Louis obserwował przechodzących ludzi, a Dawid czyścił znowu swoje okulary.
- Zobacz kto do nas przyszedł. - mówi cicho, widząc niedaleko rudą kitę należącą do małego gryzonia.
Dawid słysząc to od razu założył okulary i uniósł brwi widząc wiewiórkę, niestety nie mieli nic dla niej do schrupania, więc pozostało im być cicho by jej nie wystraszyć i obserwować, jak ta skacze z miejsca na miejsce z gracją należącej do baletnicy na występie Jeziora Łabędzi.
- Wiewiórka jak wiewiórka. - komentuje niebiesko włosy - Mamy ich dużo na Błoniach w Krakowie.
- Byłeś w Krakowie? - pyta Louis patrząc na niego – Dawno mnie tam nie było, ostatnio tam byłem chyba w siódmej klasie na wycieczce szkolnej.
- Mieszkam w Krakowie. - odpowiada, jak gdyby nigdy nic - Trochę mi zajęła podróż z Krakowa do Poznania, gdzie ciebie poznałem.
Louis był trochę zdziwiony tą informacją, ale w sumie mógł to zrozumieć, Dawid w sumie wydawał się kimś kto nie pochodzi z tej samej części Polski co on. Wyglądał też jak ktoś kto lubi przyciągać uwagę za pomocą wyglądu, a przynajmniej tak myślał Louis.
- A co.…robisz w życiu? - pyta niepewnie patrząc na niego, widząc lekkie spięcie w jego barkach na to pytanie.
- Obecnie? Nic zbytnio. - odpowiada cicho - Kiedyś studiowałem na UJ. - dodaje po chwili, drapiąc się po karku.
- Naprawdę? Już nie studiujesz? - dopytuje ciekawy jego historii.
- Nie, rzuciłem studia rok temu. - odpowiada bez dłuższego namysłu - To nie jest ważne już, wiesz...to było dawno temu, nie nadawałem się na ten kierunek.
- Żałujesz tego? - niepewnie się odzywa Louis.
Dawid ucichł na dłuższą chwilę, jakby to było trudniejsze pytanie. Czy żałował, że stracił ambicje i uciekł od odpowiedzialności? Być może, ale na pewno miał ku temu dobry powód, w końcu nie z dnia na dzień odchodzisz od myśli studiowania czegoś co kochasz, to dużo myślenia i wielkie decyzje, których nie da się uniknąć. Końcowo nie odpowiedział na to pytanie, po prostu wstał informując, że mogą iść dalej i jechać, trochę martwiło to Louisa. Czy to było coś poważnego? A może po prostu Dawid naprawdę był zbyt dziecinny i leniwy by kontynuować naukę? Miał jedynie nadzieję, że kiedyś się może dowie odpowiedzi na to i inne pytania, które zżerały go od środka z każdą, kolejną godziną.
Chapter 5: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 5 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Kolejny postój, tym razem Louis zatrzymał się w mieście a dokładniej w Lipsku, znowu w jakimś mniejszym hotelu i znów wzięli razem pokój. Coraz łatwiej było się przyzwyczaić do siebie nawzajem i przybywania w swoim towarzystwie, mimo to Louis i tak był ostrożny i nosił bluzy do spania mimo dość ciepłych nocy. Rankiem obudził go mocny zapach kawy w ich pokoju i otworzył oczy widząc jak Dawid siedział przy stoliku w ich pokoju i pił poranna kawę, zauważył też drugi kubek z parującym napojem po drugiej stronie stołu, co spowodowało w jego wnętrzu ciepłe uczucie bycia zauważonym.
- Długo już nie śpisz? - odzywa się i grymasząc, gdy słyszy swój zachrypnięty, poranny głos.
- Od jakiejś godziny? - mówi niepewnie Dawid, patrząc na niego – Zrobiłem ci kawy, z cukrem, dobrze pamiętam?
Te słowa zaskoczyły Louisa, czy on zapamiętał jego zamówienie z wczoraj? Jego preferencje do kawy z cukrem, ale bez mleka czy śmietanki, poczuł rumieniec na policzkach i kiwnął głową, siadając na łóżku. Nie pamiętał, kiedy ostatnio ktoś pamiętał co on lubi, czy kiedykolwiek ktoś pamiętał...albo czy pozwolił komukolwiek tak zbliżyć się do siebie. Mimowolnie jednak uśmiechnął się delikatnie wstając z łóżka i idąc się odświeżyć zanim siądzie naprzeciwko niego.
- Nie musiałeś, wiesz. - mówi biorąc kubek w dłonie
- Muszę kiedyś ci się odwdzięczyć za to, że wziąłeś mnie ze sobą. - odpowiada patrząc w swoją filiżankę - Jadalnia jest na dole, możemy tam zjeść śniadanie.
- Brzmi jak dobry pomysł. - mówi i bierze łyk czując przyjemny ziemisty smak z odrobiną słodyczy - Zapamiętałeś moje zamówienie. - dodaje po chwili patrząc na niego z pełnym uśmiechem.
- Ah tak. - odpowiada jakby sam był tym zaskoczony – To nie takie trudne, po prostu kawa i trzy łyżki cukru. - mówi wzruszając ramionami.
- I tak to miłe z twojej strony. - mówi Louis, biorąc większy łyk ciepłego napoju - Dziękuję Dawid.
- Nie ma za co. - odpowiada odwracając wzrok.
Po wypiciu kawy zeszli na dół odnieść kubki i zjeść jakieś śniadanie, Louis zrobił sobie kanapki na podróż wraz z pomocą Dawida. Spakowali się i wyszli zostawiając klucz do pokoju i pakując się do samochodu, wtedy Louis zauważył plamę pod samochodem, na początku pomyślał, że ona już tam była zanim tu przyjechali i zignorował to wsiadając za kółko i jadąc dalej. Nie wyjechali nawet z miasta, gdy zobaczył jak przednia maska lekko się dymi i lekko spanikował.
- Nie proszę nie. - mówił ciągle pod nosem, gdy znalazł miejsce do zaparkowania i od razu wysiadł sprawdzić to.
- Co się dzieje, Louis? - spytał Dawid widząc jego panikę.
Mężczyzna nie odpowiedział, podniósł maskę i natychmiast zakaszlał od oparów które wleciały w niego, zdecydowanie coś się musiało rozszczelnić i wyciekać i ta plama z poranka była od jego samochodu. Mimo wszystko miał jeszcze nadzieję, że to po prostu coś z czym może dalej jechać, nie mógł zawrócić był co najmniej 400 kilometrów od domu jego podróż jeszcze dobrze się nie zaczęła, jego marzenia nie mogły się teraz nie spełnić.
- Nie wygląda to dobrze. - powiedział Dawid, stając obok i patrząc do środka niepewnie.
Blondyn nie odpowiedział, ale zobaczył braki w płynie chłodniczym i chcąc się przyjrzeć oparł dłoń o coś i poczuł natychmiastowy ból odsuwając się od gorącego wnętrza.
- Wszystko okay? - Dawid podszedł i sprawdził jego dłoń, zmartwiony - Zadzwonię po pomoc drogową, poczekaj.
Louis już panikował, usiadł z powrotem za kierownicą czując wstyd i złość na samego siebie, jak mógł do tego pozwolić? Myślał, że wszystko jest idealnie, że nie będzie żadnych problemów. Jedynym dźwiękiem oprócz przejeżdżających samochodów był głos Dawida, który mówił przez telefon, ale to wszystko nie docierało do niego, jedna mała rzecz spowodowała, że połowa jego świata się załamała, a jego wewnętrzne dziecko umarło. Oparł głowę o kierownicę i powstrzymał łzy spowodowane ilością czarnych myśli, wziął głęboki oddech i wstrzymał go...na sekundę dwie i wypuścił, a potem poczuł dłoń na swoim ramieniu.
- Nie załamuj się, Louis. - powiedział Dawid - Załatwię to, nie stracisz swoich wakacji.
Oh, gdyby tylko on wiedział, ale jak mógł mu powiedzieć, na pewno inaczej by na niego spojrzał, na pewno obrzydzony czy nie rozumiejąc. Te spojrzenie, które tak dobrze znał, albo słowa, które miał wyryte w myślach do teraz nawet po tylu latach. Nawet jeśli kłamał to bał się prawdy, kłamanie było jak sypanie cukru do kawy, coś słodkiego, niewinnego, mała dawka nie spowoduje większych problemów.
“A jeśli dadzą auto zastępcze?” - doszło w końcu do niego i wyprostował się z nową nadzieją, jeśli to się stanie to podróż nie będzie stracona, dopóki będzie pojazd to będzie nadzieja.
Kiedy przyjechała służba drogowa, Dawid zajął się rozmową z nimi, Louis obserwował go z nadzieją i czekając na wieści, ściskając dłonie na kolanach, a kiedy skończył rozmawiać wrócił do niego z tajemniczą miną, której nie mógł rozstrzygnąć, coś między stresem, a wstydem, na pewno coś co nie znaczyło nic dobrego.
- Mam dobrą i złą wiadomość. - mówi równając się z nim by spojrzeć mu w oczy.
- Jaka jest dobra wiadomość? - pyta Louis niepewnie, ściskając dłonie.
- Odholują auto do Polski. - mówi kiwając głową - Najpierw do naprawy, potem do twojego miejsca zamieszkania nie mówili, kiedy dokładnie - mówi jakby unikając drugiej rzeczy.
- A zła wiadomość? - dopytuje na skraju kolejnego ataku smutku.
- Nie mogą dać samochodu zastępczego, nie masz tego w polisie. - dodaje z grymasem wstydu – Przepraszam, ale wymyślę coś, naprawdę.
- Dobra...daje ci wolną rękę. - mówi wysiadając i zabierając swoje torby i siadając niedaleko na chodniku, patrząc na swoje buty.
Minęło trochę czasu zanim usłyszał wołanie Dawida i podniósł głowę, widząc jego wesoła minę i szybki krok mimo plecaka na ramionach.
- Załatwiłem nam pojazd. - mówi podając mu dłoń by pomóc mu wstać.
Dopiero teraz zaczęła się prawdziwa jazda pod górę.
Chapter 6: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 6 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Na początku Louis nie był zbyt przekonany do jazdy z nieznajomym, do spakowania bagażu do jego bagażnika i zajęcia miejsca z tyłu jego auta tuż obok Dawida. Jednak było coś w Dawidzie co go uspokajało, na przykład to, że umiał się dogadać z kierowcą po niemiecku i pokazał mu na mapie, gdzie ten ich dowiezie. Przed nimi były następne 3 godziny jazdy wśród niemieckiej muzyki, która trochę już przeszkadzała Louisowi. Chcąc się czymś zająć, zaczął odpisywać swojej matce chcąc ją uspokoić i wyjaśnić, dlaczego nie odpowiadał na jej wiadomości przez ostatnie kilka godzin, wtedy poczuł szturchnięcie w ramie i spojrzał na Dawida i potem na jego wyciągnięta dłoń ze słuchawką bezprzewodową.
- Wydajesz się dość spięty. - mówi odwracając wzrok - Możemy posłuchać muzyki...lub zrobić playlistę bo nie sądzę, że chciałbyś słuchać starego rocka przez następne kilka godzin.
Louis się rozluźnił z tą propozycją i zgodził się na zrobienie playlisty. Oczywiście z jego strony było kilku artystów pop; Lady Gaga, Michael Jackson czy ABBA, ale też pojawiło się The Neighborhood. Dawid jednak miał zdecydowanie inny styl muzyczny, dodawał dość sporo piosenek T.Love, co powodowało, domyślenie, że on ich bardzo lubi, ale też pojawiło się Lady Pank czy ku zaskoczeniu Louisa Billie Eilish. Mimo wszystko to było przyjemne posłuchać z kimś muzyki i móc się o niego oprzeć podczas jazdy. Nie rozmawiali między sobą, cieszyli się tym brakiem słów i tym, że mogą wsłuchać się w muzykę na słuchawkach, czy popatrzeć na obrazy za oknem. Gdy tylko wjechali na autostradę znowu stanęli w dużym korku co nie zadowalało żadnego z nich. Louis starał się unikać dymu papierosowego od strony kierowcy, bardziej zbliżając się do Dawida z lekkim grymasem.
- Chyba przeszkadza ci zapach papierosów. - mówi Dawid patrząc na niego zaskoczony.
- Po prostu bierne palenie jest gorsze od palenia czynnego. - mówi nie myśląc wiele.
- Interesujesz się medycyną? - dopytuje unosząc brew, co powoduje chwilę ciszy ze strony Louisa.
- Można tak powiedzieć. - odpowiada odwracając wzrok.
- Mogę się z tobą zamienić miejscami. - proponuje od razu rozpinając swój pas i chwytając za klamkę.
Nie musiał długo przekonywać go do tego, zamienili się miejscami i teraz Louis siedział od strony okna, a Dawid pośrodku tylnej kanapy. Czekali najpierw godzinę, potem dwie, aż w końcu starszy mężczyzna, który ich wiózł nie wytrzymał i mówiąc coś pod nosem wycofał się i starał się wyjechać z autostrady mówiąc coś po niemiecku do Dawida.
- Chyba nie wytrzymał, co? - pyta Louis, a niebiesko włosy kiwa głową, poprawiając swoje okulary.
- Mówi, że pojedziemy inną drogą. - tłumaczy - Może być więcej kilometrów, ale możliwe, że szybciej.
Louis kiwnął głową i po prostu obserwował co się dzieje za oknem, co jakiś czas sprawdzając ich lokalizację na mapie by się upewnić, że jadą w dobrą stronę. Czasami piosenki były delikatne, innym razem taneczne lub prowadzone mocną gitarą i powiewem starych lat, ale oparty o towarzysza patrzył w telefon zamyślony, zanim poczuł jego brodę na głowie, jakby chciał go upewnić, że wszystko będzie dobrze i uda się im obu. Nie przeszkadzało to Louisowi, a wręcz pomagało mu to uspokoić swoje wewnętrzne, nerwowe głosy, sama świadomość towarzystwa osoby w jego wieku była przyjemna i wręcz taka nienaturalnie miła, jak coś czego nie doświadczył od dawna.
Może zmiana drogi była bardziej wyboista czy dłuższa, ale w końcu udało im się dotrzeć trochę dalej, jak wysiadali biorąc swoje bagaże, żegnając się z kierowcą.
- Mam poszukać kolejnego pojazdu, czy idziemy znaleźć jakiś hotel? - pyta Dawid, poprawiając ramiączko plecaka na swoim ramieniu.
Louis spojrzał na niebo widząc, że słońce jest jeszcze w miarę wysoko na nieboskłonie. Nie powstrzymało go to od myśli, że jeśli pojadą dalej może trudniej będzie im znaleźć nocleg, a prawdopodobieństwo spania podczas jazdy na razie zbyt go przerażała. Westchnął rozglądając się wokoło.
- Poszukajmy, gdzie będziemy spać i pójdziemy coś zjeść. - proponuje biorąc swoje torby w dłonie z pełną odwagą.
- Dobra, spróbuję znaleźć coś w dobrej cenie. - mówi wyciągając telefon i wypisując dane w wyszukiwarkę.
Nie było to trudne, ale na pewno ciężko było iść dość daleko z bagażem, który ważył kilka kilogramów, obciążeni też wzrokiem innych przechodniów czy osób miejscowych. Potem szukanie miejsca, gdzie mogliby zjeść coś po tylu godzinach. Powoli zaczynało to męczyć Louisa, a to był dopiero początek, mieli jeszcze dużo czasu i nie musieli się tak spieszyć.
- Skoro mamy czas to…może pochodzimy po mieście? - proponuje Dawid w środku ich obiadu w jednym z barów - I tak nie mamy co robić, bo jutro jedziemy dalej, co myślisz?
Louis spojrzał na niego zaskoczony tą propozycją i równie szybko opuścił wzrok na swoje danie myśląc nad odpowiedzią.
- Mamy dużo czasu. - mówi pod nosem – W porządku. - zgadza się lekko niechętnie, ale widzenie zadowolenia Dawida mogło być wystarczającą nagrodą.
Po obiedzie zaczęli chodzić po mieście. Rozpoczęli od starego miasta, chodząc między budynkami z cegły i sklepami dla turystów, znaleźli dom Albrechta Dürer-Hausa i wtedy Dawid musiał tłumaczyć Louisowi część historii artysty z renesansu, a sama jego wiedza zaskakiwała Louisa. Przeszli się uliczką Białoskórników, która chyba podobała się bardziej Louisowi niż Dawidowi z powodu ilości pięknych z czasów średniowiecza zachowanych za pomocą renowacji. Dawid nie mówił dużo, ale za to robił dużo zdjęć różnych budynków czy kościołów, które mijali. Na koniec wspięli się na górę w okolice Zamku Cesarskiego patrząc na panoramę miasta i morze czerwonych dachówek.
- Podoba ci się? - pyta Dawid szturchając go z uśmiechem.
- Jest lepiej niż myślałem. - odpowiada zadowolony i lekko zmęczony od chodzenia, ale zdeterminowany by iść dalej – To był dobry pomysł.
- Wydajesz się dużo wiedzieć o architekturze. - dodaje Dawid po chwili ciszy - Dużo mówiłeś o tych budynkach i ich budowie. Interesujesz się tym?
- Po prostu dużo słyszałem. - mówi zawstydzony – Nawet nie byłem na studiach tak jak ty.
- Naprawdę? Mógłbym przysiąc, że nadajesz się na studenta bardziej ode mnie. - mówi z chichotem – Na przykład na architekturze czy może czymś o geografii.
- Ty wydajesz się osobą zainteresowaną muzyką. - odpowiada Louis patrząc na niego, odwzajemniając uśmiech.
- Lubię muzykę. - mówi po krótce Dawid patrząc znowu w stronę miasta - Byłem na filologii germańskiej, wiesz...zanim rzuciłem studia. - ostatnie słowa mówi dość cicho, tak żeby usłyszał je jedynie Louis i wiatr, który poruszał ich włosami.
Mężczyzna nic nie powiedział myśląc chwilę, to by tłumaczyło jego znajomość języka czy historii. Był niepewny czy mógł pytać o to, jednak patrząc na niego...na jego rozluźnione ramiona i zamyślone spojrzenie, postanowił spróbować.
- Był jakiś powód, dlaczego nie kontynuowałeś nauki? - pyta pochylając się w jego stronę.
- Jak mówiłem, nie nadawałem się. - odpowiada wzruszając ramionami, mijając temat, ale widząc spojrzenie Louisa i to, że on mu nie wierzy, westchnął - Naprawdę, przestałem się nadawać na studia, przerosło mnie to w pewnym momencie – odpowiada bawiąc się swoimi palcami.
- Możesz mi opowiedzieć, wiesz. - mówi i kładzie dłoń na jego ramieniu chcąc by ten mu zaufał.
- Kiedyś ci powiem. - mówi kiwając głową - Wracamy do hotelu? Cholernie bolą mnie nogi.
Louis kiwnął głową i pozwoliłby ten temat ucichł na tą chwilę i by Dawid zebrał w sobie odwagę wyjawić mu tą część swojej historii. Idąc do hotelu jednak czuł, że idzie to w dobrą stronę i wcześniej czy później może i on powiedzieli się swoimi demonami z przeszłości z nim.
Chapter 7: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 7 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
- Następne auto na pewno się zatrzyma. - Dawid starał się przekonać Louisa z nieświadomym uśmieszkiem.
To wcale nie było tak, że tracili czas starając się złapać autostopu siedząc na jednym z przystanków ze swoimi torbami. Louis zdecydowanie myślał, że tracą czas i nic z tego nie wyjdzie, siedział na ławce z twarzą w dłoniach patrząc na swoje obuwie, nie licząc już nawet ile razy Dawid powiedział tą krótką formułkę w ciągu ostatnich kilkunastu minut.
- Przydałby się baner, co nie? - pyta w końcu unosząc wzrok na jego plecy.
- A masz karton czy marker? - odpowiada sarkastycznie patrząc na niego przez ramię, widać było, że on też ma już dość - Po prostu poczekaj jeszcze chwilę, cierpliwości.
Blondyn jedynie wydał przeciągły jęk bezsilności i przetarł twarz bardziej się prostują. Mógł przysiąc, że zaraz coś go trafi, jeśli będzie tak siedział jeszcze minutę dłużej. Wstał więc podchodząc do niego z grymasem i sam wyciągając ramie z kciukiem w górę.
- Idź usiądź, ja teraz się tym zajmę. - proponuje nawet nie patrząc na niego.
Dawid nic nie powiedział, jedynie kiwnął głową i usiadł posłusznie na ławce z tyłu i obserwował go jak ten próbowałby jakieś auto się zatrzymało i ich podwiozło. Może jak na złość, ale pierwsze auto jakie zobaczyli zatrzymało się niedaleko i Louis miał okazję podejść i spytać o podwózkę. Ledwo co rozumiał mężczyznę i jego akcent, gdy mówili po angielsku, a miasto, o którym on mówił nie brzmiało jak coś co kojarzył...stanął więc przed wyborem, albo spakować się do samochodu w nieznane, albo czekać nie wiadomo, ile na następną możliwość. Wybór, mimo, że nie zadowalał to był oczywisty jak Louis kiwnął głową i zawołał Dawida idąc do niego po swoje torby.
- Widzę, że możesz stać się pełnokrwistym autostopowiczem. - komentuje Dawid siadając znów od strony okna po prawej stronie – Dobrze ci idzie.
- Uczyłem się od najlepszych. - odpowiada nie myśląc wiele, ale nawet nie patrząc na niego czuje jego zadowolenie, gdy podbijał mu ego – Spytaj go, gdzie jedzie.
Na początku myślał, że to będzie łatwe, ale zauważył, jak Dawid marszczy brew, gdy rozmawia z obcokrajowcem, co od razu mu się nie spodobało.
- Do celowo jedzie do Austrii. - mówi w końcu - Zdecydowanie jest z Austrii, ale zawiezie nas do Monachium. Stamtąd wymyślimy co dalej.
- Okay. - odpowiada kiwając głową i myśli chwilę zanim odezwie się ponownie – Co mi powiesz o Monachium, wielki germanisto? - pyta z uśmiechem patrząc na niego.
- No cóż. - zaczyna uśmiechając się nieśmiało - Samochody BMW pochodzą z Monachium, lub odbywa się tam święto piwa...jest tam też wytwórnia filmowa, chyba od 1920 roku...albo rok wcześniej?
- A byłeś tam kiedyś przynajmniej? - pyta unosząc brew – Albo ogólnie czy byłeś wcześniej w Niemczech?
- Byłem w Berlinie, gdy byłem młodszy i na północy. - odpowiada z dumą i zadowoleniem - Głównie w tamtym czasie tata mi pokazywał te miejsca, takie wakacyjne wyjazdy, rozumiesz?
- Dlaczego Niemcy? - dopytuje Louis ciekawy jego odpowiedzi, sam nie przepadał za tym krajem, ale chciał zrozumieć jego miłość do ich zachodniego sąsiada.
- Sam nie wiem. - mówi patrząc przez okno na chmury burzowe – Chyba przez mojego tatę, często wyjeżdżał do Niemiec za pracą. Plus sama historia tego kraju mnie też interesuje...lub poeci.
Louis nic nie powiedział, co miał powiedzieć? Że jego ojciec cały czas był w domu, a matki brakowało? Oczywiście miał z nią dobry kontakt, ale praca pielęgniarki w szpitalu jest dość trudna i zabiera dużo czasu w życiu, którego potem nie ważne jak nie możesz zadość uczynić swoim najbliższym. Jednocześnie nie była pierwszą do zrealizowania marzeń swojego dziecka, nie tak jak jego ojciec..., ale przecież teraz ciągle pisała i pytała czy to znaczyło, że się zmieniła?
- Ja miałem na odwrót. - mówi w końcu patrząc na swoje kolana – Moja mama pracuje jako pielęgniarka, często jej nie było w domu z tego powodu. Oczywiście nie mówię, że rozumiem idealnie twoją sytuację, wiesz? - dodaje nerwowo drapiąc się po karku.
- Dla mnie to prawie to samo. - mówi Dawid patrząc na Louisa – Nasi rodzice tak chcieli dać nam dobre życie, że ich po prostu zabrakło, koniec historii.
Gdy blondyn miał coś powiedzieć, może się zgodzić czy nie, usłyszeli grzmot i na zewnątrz zaczęła się ulewa, gdy wjechali na autostradę. Możliwe, że to właśnie spowodowało, że Louis zamilkł na dłuższą chwilę, wpatrzony w twarz drugiego mężczyzny. Może nie był to przyjemny temat, ale słyszał kiedyś, że w ten sposób powstawały zdrowe znajomości, między ludźmi. Może był za bardzo empatyczny albo zbyt chciał się upodobać ludziom, ale w głębi chciał pomóc Dawidowi w tym czym się zmaga, może i by się podzielił z nim swoimi lękami? Zrobi to, po prostu jeszcze nie dzisiaj, nie teraz musiał się przygotować do tego tematu, znów czując znajomy stres związany z przyznaniem się i podzieleniem się z nim tą częścią swojej osobowości. Chcąc pokazać swoje wsparcie czy po prostu dać mu świadomość, że nie jest sam, oparł się o jego ramie i przeglądał swój telefon udając, że nic nie robi. Nie wiedział co czuł, ale chciałby on był szczęśliwy mimo wszystko.
Chapter 8: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 8 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Louisowi brakowało bliskości, nie od strony rodziców, ale od rówieśników, może dlatego gdy Dawid opierał się o niego, gdy stali w korku to jego serce przyspieszało, a ciśnienie wzrastało do niewiarogodnych liczb. Nawet teraz, stali kolejną godzinę w korku już blisko miejsca docelowego, a Dawid opierał głowę o jego ramię przeglądając coś w telefonie, dzieląc z nim słuchawki i słuchając muzyki. Louis od lat nie pozwalał ludziom zbliżyć się do siebie, bał się tego, a sama myśl o tym powodowała skręt żołądka. Nikt go nigdy nie zranił, ale świadomość tego, że ktoś pokocha go, gdy nie jest jeszcze tym kim chciałby być nie była przyjemna. To był powód, dlaczego nie miał w życiu wielu przyjaciół i żadnego kochanka do tej pory, czasami w środku nocy przypominał sobie o swojej samotności i pozwalał sobie w samotności być smutnym, teraz w podróży jedyne miejsce, gdzie mógł płakać to było pod prysznicem, ale mimo to musiał być ciszej od lecącej wody ze słuchawki prysznicowej, by Dawid nie usłyszał jego łkania.
Pogoda na zewnątrz dalej nie była sprzyjająca, a ulewa spowodowała wypadek na autostradzie i utrudnienia w jeździe, przez co teraz stali w korku. Jedyne co oni mogli jednak zrobić to nie przejmować się i zając się czymś w tym czasie czy wsłuchiwać się w teksty piosenek, których słuchali. Raz czy dwa kierowca do nich zagadywał i rozmawiali chwilę, zanim znów wrócili do zajęcia się swoim życiem. Z zamyślenia wyrwało go szturchanie w żebra przez Dawida i spojrzał w jego stronę unosząc pytająco brew.
- Znalazłem jedno miejsce, które ci się spodoba. - mówi odsuwając się i przeciągając - Na pewno będziemy mieli czas je odwiedzić.
- Co znalazłeś? - pyta Louis, nie wiedząc czego ma się spodziewać.
- Zobaczysz. - odpowiada z dumnym uśmiechem - Przeglądałem atrakcje w Monachium i możemy odwiedzić kilka...
- W tą pogodę? - przerywa mu z grymasem - Wątpię, wolałbym nie być chory.
- Dobra, odwiedzimy jedno miejsce. - mówi unosząc palec by zaprotestować - Nie jesteś z cukru, najwyżej użyczę ci mój płaszcz przeciwdeszczowy.
- Niech będzie. - mówi w końcu niechętnie zgadzając się
Gdy w końcu udało im się wyjechać z autostrady i wjechać do miasta, pożegnali się z kierowcą, a potem znaleźli najbliższe miejsce, gdzie mogli się zatrzymać. Louis odłożył swoje rzeczy po lewej stronie i zaczął szukać w torbie suchego ubrania, w które mógłby się przebrać, ale zanim je znalazł uniósł wzrok by zobaczyć co robi Dawid. Nie wiedział, dlaczego to zrobił, ale widząc jego nagie plecy, gdy ściągnął koszulkę poczuł jak jego serce przyspiesza, nie wiedział czy ze wstydu, czy fascynacji. Lekko opalona skóra z kilkoma pieprzykami i znamieniem na prawej łopatce, niebiesko włosy nawet nie zauważył, że ten go obserwuje, gdy szukał świeżej koszulki w plecaku. Louis opuścił wzrok dopiero gdy poczuł palące uczucie na karku pełne wstydu i lekkiej zazdrości, bo on nie mógł od tak zrobić jak on, musiał wsiąść ubranie i zamknąć się w łazience by się przebrać, najlepiej nie patrząc w lustro by nie poczuć większej nienawiści do swojego ciała, którego nie umiał zaakceptować. Jego serce biło szybko, gdy był sam w pomieszczeniu, ściągając bluzę i koszulkę, a w jego głowie w zapętleniu było lekko umięśnione ciało jego kolegi, co jedynie powodowało u niego więcej niepewności. Gdy wyszedł zobaczył, że na szczęście Dawid już się ubrał i wiązał już buty siedząc na łóżku, gdy podniósł wzrok patrząc na niego, a ich spojrzenia się spotkały.
- To dać ci ten płaszcz? - pyta, najwidoczniej nieświadomy, że wcześniej Louis oceniał jego ciało.
- Em, tak, możesz mi go użyczyć. - mówi kiwając głową, odkładając mokrą górną część garderoby na krzesło, mając nadzieje, że wyschnie do jutra.
Dostał od mężczyzny dość długi płaszcz w niebieskim kolorze i zaczął się zastanawiać czy Dawid nie miał tej samej relacji z tym kolorem co Percy Jackson. Nie skomentował tego tylko go nałożył i zapinając guziki poczuł, jak ten nakłada mu kaptur i spojrzał na niego zaskoczony, widząc jedynie jego zadowolony uśmiech.
- Jesteś dumny z tego? - pyta sarkastycznie, kręcąc głową, bez aprobaty.
- Bardzo dumny. - odpowiada otwierając drzwi i przepuszczając go przodem.
Ich spacer nie był długi, przejście się po uliczkach, oglądanie towaru sklepów zza szyb i mniejsza ilość ludzi były dość przyjemne, tak samo jak sam dźwięk deszczu padającego na beton czy też zapach mokrego chodnika, który też był dziwnie miły dla nosa. Gdy Louis zobaczył ich miejsce docelowe zatrzymał się w deszczu, poprawiając zbyt duży kaptur patrząc na piękny budynek ze złotymi zdobieniami.
- Oto kościół Asamów. - mówi z dumą Dawid, wkładając dłonie głębiej do kieszeni już przemoczonej bluzy – Pewnie wiesz z jakiej epoki. - dodaje z uśmiechem, patrząc na niego kątem oka.
- Barok, zdecydowanie. - odpowiada dalej zaskoczony i zauroczony budowlą - Można wejść do środka?
- Słyszałem, że czasami nie jest to możliwe. - mówi podchodząc do drzwi – Ale jest krata, zza której można obejrzeć środek. - dodaje wchodząc do środka, a Louis wszedł od razu za nim.
Wnętrze było wręcz oszałamiające, złoto, lekki błękit czy pudrowy róż, ilość zdobień, a wręcz ich nadmiar i piękne malunki na suficie.
- Zdecydowanie rokoko. - mówi Louis zachwycony.
- Niestety nie obejrzymy tego z bliska. - mówi Dawid lekko zawstydzony – Sorki.
- Nie przepraszaj to i tak jest wspaniałe. - mówi patrząc na niego, chwytając jego ramie - Widać, że znasz się na dobrych rzeczach.
- Oczywiście. - odpowiada z uśmiechem patrząc na niego.
- Opowiedz mi kto to zbudował, jeśli oczywiście wiesz. - mówi znów patrząc do wnętrza i wsłuchując się w podekscytowany ton Dawida na temat niemieckich architektów.
Chapter 9: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 9 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Następny poranek oznaczał szybkie spakowanie się, kupienie jakiegoś śniadania w pobliskim sklepie i zaczęcie szukania następnego kierowcy. Tym razem jak na zmianę znów Dawid stał przy drodze i czekał, aż ktoś się zlituje i ich podwiezie. Louis czuł się lepiej z myślą opuszczenia Niemiec i jazdy do Francji, której język znał dość dobrze. Najpierw minęło kilka minut, które zmieniły się w kwadrans i pół godziny, aż w końcu zatrzymało się jedno auto i Dawid od razu podszedł witając się z nieznajomymi. Louis widział jednie jak rozmawia z kobietą w ciemnych okularach i z ciemnymi lokami, słyszał też język, mimo, że ledwo, ale coś romańskiego jak jego ukochany hiszpański, czy to był włoski? Zanim bardziej się wsłuchał w ich rozmowę Dawid już machał do niego by przyszedł z torbami i spakował je do bagażnika. Później zapoznał go z dwiema kobietami; Maria, która była ich kierowcą i Rose, z którą rozmawiał wcześniej Dawid.
- Obie są z Włoch i są razem od kilku lat. - mówi w końcu Dawid z uśmiechem - Zawiozą nas do miasta we Francji.
Louis nawet nie zauważył jak ten powiedział skąd są, ale świadomość, że wydawał się tolerancyjny wobec innych orientacji seksualnych dodawała mu trochę otuchy, może wyznanie prawdy nie będzie takie trudne? Tyle lat spędzonych w próbie uświadomienia społeczeństwa, że nie jest kimś innym, szło na marne, ale Dawid nie wydawał się jak oni. To jednocześnie go pocieszało i trochę przerażało w tym samym czasie, a czarne myśli same nachodziły jego głowę.
- Dlaczego w ogóle Hiszpania? - z zamyślenia wyrywa go głos Dawida i patrzy na niego.
- Co? Powtórz pytanie. - prosi drapiąc się po karku zawstydzony.
- Dlaczego wakacje w Hiszpanii? - powtarza jeszcze raz, a Louis ma pustkę w głowę pomiędzy powiedzeniem prawdy, a kolejnym kłamstwem.
- Lubię ciepłe kraje. - odpowiada w końcu po chwili namysłu - Plaża, słońce, mili ludzie, dobre jedzenie...
- Brak sklepów przez pół dnia. - dodaje Dawid, przez co obrywa łokciem w żebra.
- Mają ten specyficzny styl architektury...mudejar? Tak to się nazywało chyba. - dodaje z lekką niepewnością.
- Jest dużo ciepłych krajów. - mówi Dawid wzruszając ramionami.
- Po prostu coś jest w Hiszpanii co mnie przyciąga. - mówi dalej kopiąc pod siebie ten dół, pod który kiedyś wpadnie.
- Coś jak moja relacja z Niemcami? - dopytuje ciekawy.
- Trochę. - odpowiada kiwając głową, patrząc przez okno.
Nagle Dawid wydawał się zadawać zbyt dokładne pytania, coś co martwiło Louisa by nie walnął czegoś co kłóciło się z tym co powiedział wcześnie, a jednocześnie by nie było do końca prawdą, na którą nie był gotowy. Nie chciał kłamać, ale jego niepewność wobec jego reakcji go dobijała, a strach zamykał mu usta na wszelkie sposoby. Z tyłu głowy naszła go myśl, że Dawid wydaje się trochę bardziej zestresowany czy nerwowy. Czy to przez to jak blisko niego był ostatnio? Czy to go dezorientowało? Sama myśl, że ktoś taki jak on może czuć coś do kogoś jak Louis wywoływało u niego skręt żołądka w dziwaczny sposób. To w jaki sposób starał się zapełnić ciszę w samochodzie rozmową, czy to jak wystukiwał nerwowy rytm palcem o kolano. Martwiło to Louisa.
- Wszystko, okay Dawid? - pyta zmartwiony.
- Tak, po prostu. - zaczyna i patrzy na niego niepewnie - Trochę mnie to stresuje, cała podróż.
- Dlaczego ty podróżujesz? - dopytuje, mając nadzieje na jakieś informacje.
- Moja przyjaciółka mieszka w Barcelonie. - odpowiada po chwili myślenia - Chce ją odwiedzić, długo jej nie widziałem.
- To ta od koloru niebieskiego? - pyta z chichotem, co trochę poprawia humor Dawidowi.
- Ta, mieszka tam od roku. - mówi z uśmiechem - Dawno z nią nie rozmawiałem twarzą w twarz to pomyślałem, że zrobię jej niespodziankę.
- To miło z twojej strony. - mówi ściskając jego dłoń by go pocieszyć i widzi lekki rumieniec na jego twarzy.
- Polubiłbyś ją. - odpowiada po chwili odwracając wzrok – Lubi turystykę i podróże, na pewno znaleźlibyście wspólny temat przy architekturze.
- Wiem, że krótko się znamy, ale...poznasz mnie z nią kiedyś? - pyta z lekkim uśmiechem.
Chciał poznać jego przyjaciół, może to spowoduje, że będą bliżej. Spojrzenie niebiesko włosego zaś mówiło coś innego, jakby nie był pewien jak na to zareagować. Czy on myślał, że Louis chciał się zbliżyć do jego przyjaciółki bardziej? Zanim złe myśli przejęły umysł Louisa, Dawid się odezwał.
- Jasne. - odpowiada kiwając głową - Z chęcią ciebie z nią poznam.
Louis kiwnął głową, mówiąc ciche dziękuje i wrócił do patrzenia przez okno lekko oparty o niego. Po dłuższym czasie poczuł zmęczenie, pewnie przez to, że rano nie zdążył wypić kawy.
- Obudzisz mnie później? - pyta niepewnie.
- Oczywiście. - odpowiada bez namysłu Dawid.
- Dziękuję. - mówi przymykając oczy i lekko opierając się o niego bardziej gdy idzie spać, ufając mu.
Może nie znał go zbyt długo, ale podczas ich podróży zaufał mu wystarczająco by iść przy nim spać podczas jazdy. W końcu oboje jadą w te samo miejsce, ale mają też przed sobą tajemnice, mimo to chciał mu zaufać. Może dlatego, że był dla niego miły i akceptujący, może przez to, że był idealnie w jego typie i chciał zbliżyć się do niego w jakikolwiek sposób i zadość uczynić sobie te lata samotności.
Chapter 10: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 10 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Louis obudził się gdy Dawid zaczął szturchać go i powtarzać, że są już na miejscu, i że załatwił im miejsce w hotelu. Wysiedli w centrum miesta, idealnie pod hotelem, dzięki Marii która potem się z nimi pożegnała razem z jej dziewczyną i pojechały dalej. Louis rozejrzał się po placu, gdy Dawid już kierował się do hotelu, ciepłe powietrze, sporo turystów, nie przejął się tym i od razu skierował się za nim do wnętrzą budynku. Nie zdążył, nawet porozmawiać z mężczyzną zza lady, bo jego towarzysz już kierował się na piętro z kluczami do ich pokoju i coś przestało mu się to podobać. Jego dobra część myśli miała nadzieję, że on znowu znalazł jakieś miejsce, które mu się spodoba, ale druga część jak na złość chciała mu wmówić, że on coś ukrywa. Będąc w pokoju odłożył swoje torby i usiadł na łóżku chcąc sprawdzić gdzie może być ich następny przystanek, lub gdzie mogą zjeść posiłek, ale zanim w ogóle włączył mapę, Dawid mu przerwał.
- Chodź, pochodzimy po mieście. - mówi z uśmiechem i dłońmi na biodrach – W końcu, możemy też trochę pozwiedzać.
Dawid wydawał się nad wyraz inny niż zwykle, dużo mówił, czy robił wszystko by Louis nie zajmował się telefonem. Nie podobało się to Louisowi, jakby ten chciał go zamknąć i nie dać mu potrzebnej wolności. Co jakiś czas mijali ludzi, którzy mówili po włosku i to też dawało mu pewne podejrzenia, niezbyt przyjemne.
- Dawid, o co chodzi? - pyta zatrzymując się, gdy są w połowie drogi do kolejnej atrakcji.
- O czym mówisz? - dopytuje unosząc brew.
- Nie jesteś sobą, wszystko okay? - mówi marszcząc brwi – Może, pójdziemy coś zjeść, mogę poszukać jakiegoś miejsca. - mówi wyciągając telefon, ale on go powstrzymuje.
- Nie trzeba. - odpowiada z niepewnym uśmiechem, trzymając jego nadgarstek.
- Czego mi nie mówisz? - pyta odsuwając się i widząc wstyd w jego oczach.
- Nie wiem o co ci chodzi. - zaprzecza znowu, ale Louis już włączył lokalizację, patrząc w telefon, lekko blady.
Grosseto, Toskania, Włochy.
Włochy? Nie przecież mieli jechać do Francji, to nie jest po drodze. Nagle całe zaufanie do niego zniknęło z tą świadomością. Zostało mu tak mało czasu by się pojawić w Barcelonie.
- Zaufałem ci. - mówi odsuwając się niepewnie, widząc strach w jego oczach, jedynie podsyciło jego smutek – Co to ma znaczyć? To był twój plan? By przyjechać tu moim kosztem?
- Louis, mogę to wyjaśnić. - zaczyna niepewnie – Nie chciałem stracić twojego zaufania, wiem powinienem ci to powiedzieć, byłem głupi...
- Dlaczego nie powiedziałeś? - pyta ściskając dłonie w pięści.
- Bałem się. - odpowiada bez namysłu - Ja musiałem tu przyjechać, zaufaj mi.
- To powiedz, co było wielkim powodem by mnie oszukać? - pyta lekko podnosząc głos, nie przejmując się czy ludzie na nich patrzą czy nie.
Dawid ucichł, nie odpowiedział na to pytanie, jakby zabrakło mu słów, ale dla Louisa to była odpowiedź...obrócił się na pięcie idąc z powrotem w stronę hotelu. Był zły, bardzo zły, ale jednocześnie chciał po prostu usiąść i się rozpłakać, że znowu życie daje mu kłody pod nogi. Nie myślał czy on idzie za nim, po prostu potrzebował chwili dla siebie gdy zamknął się na balkonie, kuląc się na płytkach w kącie. Louis nienawidził, gdy coś nie szło po jego myśli, jak ktoś zmieniał plany bez poinformowania go czy zataja przed nim prawdę. To było jak wbicie mu noża w plecy, jak zdrada na Juliuszu Cesarze przez jego przyjaciela, który stanął w spisku przeciwko niemu. Potrzebował chwili by to wszystko przemyśleć, czy na pewno chce dalej podróżować z Dawidem, wiedząc, że ten nie powiedział mu całej prawdy gdzie się znajdują. To wszystko powodowało, że się bał, bo co jeśli jego marzenia się nie spełnią? Jeśli to wszystko to tylko jak rzucanie grochem o ścianę, jeśli nie jest w stanie się zmienić, naprawić, ulepszyć. Nie mógł się rozpłakać, nie mógł pozwolić sobie na płacz z bezsilności, był mężczyzną, a płacz to nie coś czego by nauczył go jego ojciec, mimo to łzy same się pojawiły w kącikach jego oczu, nie ważne jak bardzo chciał nie mógł ich powstrzymać. Nie wiedział ile minęło czasu, słuchania życia miasta, siedzenia w jednym miejscu, dopóki jego plecy nie zaczęły boleć, dopóki łzy nie przestały lecieć po jego policzkach. Zauważył jednak gdy usłyszał otwierane drzwi do ich pokoju, a potem drzwi balkonowe i poczuł jego obecność...nie patrzył na niego, dalej z twarzą ukrytą między ramionami, nasłuchiwał. Jak siada obok na ziemi, dając mu trochę odstępu, i stawia dwie rzeczy na ziemi.
- Wiem, że zrobiłem złą rzecz. - odzywa się w końcu po chwili ciszy – I wiem, że trudno jest po czymś takim zaufać ci, ale nie chcę dla ciebie nic złego.
Na chwilę się zatrzymuje i bierze głęboki oddech. Louis po prostu słucha jego tłumaczenia, dalej nie będąc pewny czy na niego spojrzeć czy nie. Dociera też do niego zapach jedzenia, domyślając się, że ten kupił mu posiłek.
- Możesz...spojrzeć na mnie? - pyta niepewnie i Louis bierze głęboki oddech unosząc głowę i patrząc na niego dalej w nienajlepszym stanie - Dziękuję.
- Jedzenie nie naprawi wszystkiego. - odzywa się, trochę zachrypniętym głosem, co powoduje cichy, wstydliwy śmiech Dawida.
- Wiem, po prostu, nie jadłeś chyba nic cały dzień. - mówi przysuwając do niego pudełko z ciepłym posiłkiem - Myślę, że jestem gotowy...powiedzieć ci całą prawdę.
Mówiąc to, przybliża do nich swój plecak, co od razu zaciekawia Louisa, czyżby w końcu dowiedział się odpowiedzi na wszystkie, nurtujące go pytania?
Chapter 11: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 11 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
- Zacznę od początku. - mówi Dawid biorąc głęboki oddech, przygotowując się do historii.
- Mów gdy będziesz gotowy. - odpowiada Louis, niezbyt pewny czego się spodziewać.
“Pamiętasz jak wspominałem ci o mojej przyjaciółce? Poznaliśmy się w mojej szkole średniej, chodziliśmy razem do klasy. Ja się interesowałem Niemcami, a ona podróżami, często pytała mnie jak jest za granicą, gdy jeździłem do Niemiec z ojcem. Poszliśmy razem na UJ, ja na germanistykę, ona na turystykę. Byliśmy prawie nierozłączni, polubiłbyś ją, była energiczna, zabawna, trochę zwariowana, ale w dobrym sensie. Lubiłem ją, ale tak naprawdę ją lubiłem, to ona była przy mnie gdy mój tata znów wyjeżdżał, ona wspierała mnie i pocieszała gdy coś mi nie wychodziło, a ja starałem się ją wspierać. Miała problemy w domu, nie miała matki i musiała się opiekować swoim młodszym rodzeństwem, gdy jej tata pracował. Mimo to zawsze powtarzała, że chce podróżować, zwiedzić świat, razem ze mną...” wtedy Louis zobaczył zalążki łez w jego oczach, zanim zdążył odwrócić głowę w drugą stronę.
“Nie zauważyłem, że jest zmęczona. Nauka, dom, spotkania ze mną...im była starsza tym miała coraz mniej przyjaciół, oddalała się od innych, oddalała się ode mnie. Myślałem, że potrzebuje czasu, chciałem z nią pogadać o tym, wsiąść ją na spacer nad Wisłę by wyjaśnić parę spraw. Był październik, 15 października, dla dokładności, w tamtym roku. Zaczęło się, że złapała mnie jedna osoba z jej kierunku, pytając dlaczego jej nie było, bo miała mu przynieść notatki, zmartwiło mnie to, nie opuszczała nigdy wykładów. Zadzwoniłem do niej, ale odezwała się jedynie poczta głosowa, więc zostawiłem wiadomość i poszedłem na ostatnie zajęcia. Poszedłem do jej domu i spytałem czy jest, powiedziałem, że się martwię bo jej nie było, ale dowiedziałem się, że wyszła na wykład tamtego dnia. Ta pustka była najgorsza, brak odpowiedzi, jakiegokolwiek znaku życia, wysłałem jej ze sto wiadomości pytając gdzie jest, nic, zero. Minęło trochę czasu, jej tata zgłosił na policji, że zaginęła. Znaleźli ją po trzech dniach, na brzegu Wisły, niedaleko Stopnia Wodnego Kościuszko, tam gdzie lubiła ze mną chodzić. Utonęła, ludzie mówili, że skoczyła z mostu, ale to nie możliwe, przecież ona nie mogła tego zrobić, chciała zobaczyć świat, odwiedzić Toskanię, Włochy, kochała Włochy...Nie mogłem wrócić na uniwersytet wiedząc, że jej już nie ma, że już nie spotkam jej na korytarzu, że nie odpowie na wiadomości. Rzuciłem studia i zamknąłem się w domu, to był chyba najgorszy okres, nie rozmawiałem z ludźmi, nie wychodziłem z domu, nie mogłem patrzeć na te miejsca tak samo...”
- To dlatego chciałeś tu przyjechać? - pyta w końcu, wyciągając dłoń, by chwycić jego dłoń i ją ścisnąć, by pokazać mu wsparcie.
- Chciałem spełnić jej marzenia. - odpowiada cicho – Wiem, że to może wyglądać dziwnie.
- Nie, postaram się zrozumieć. - mówi Louis kiwając głową, to było ciężkie, ale chciał zrozumieć - Czułeś coś do niej?
Dawid myślał chwilę nad odpowiedzią, a w jego oczach była czysta niepewność, może jego uczucia już zmieszały się z żałobą i nie mógł ich odróżnić?
- Nie kochałem, lubiłem. - odpowiada patrząc na niego - Była mi bliska.
- Rozumiem to. - przekonuje go Louis, pocierając kciukiem wierzch jego dłoni.
- Nie wystrasz się tego co ci pokażę, w porządku? - pyta biorąc swój plecak w dłonie, a samo pytanie powoduje ucisk w żołądku Louisa, ale kiwnął głową.
Otworzył zamek, wyciągnął kilka ubrań na ziemię, aż w końcu chwycił to czego szukał. Ceramiczne naczynie, średniej wielkości, w jasno niebieskim kolorze. Na początku Louis nie wierzył w to co widzi, to było dziwne, a sama świadomość, że z tym podróżował, przez ostatnie dni było dość...niekomfortowe.
Urna.
- Słyszałem, że można rozsypać prochy w morzu w Hiszpanii. - odzywa się w końcu Dawid - Myślę, że tego ona by chciała, jej tata zaakceptował ten pomysł.
- Jechałeś z...urną? - pyta, przełykając ślinę.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć. - odpowiada odwracając wzrok – Ale, mam nadzieję, że nie jesteś zły.
- Jestem...zaskoczony. - mówi kiwając głową, chwytając jego dłonie - Ja też chce ci coś powiedzieć.
To była ciężka decyzja, ale skoro on podzielił się z nim swoją historią, to czuł, że to odpowiedni moment. Był gotowy na to jak nigdy wcześniej.
- Nie jadę na wakacje do Barcelony. - mówi ściskając usta w linię.
- To po co jedziesz? - pyta Dawid, marszcząc brwi, jakby nie rozumiejąc.
- Mam operację. - mówi w końcu, ściskając jego dłoń.
- Jesteś chory? - dopytuje Dawid – Masz raka?
- Nie. - odpowiada, kręcąc głową - Mastektomia.
To na chwilę uciszyło niebiesko włosego, jakby nie spodziewał się tej odpowiedzi, co w sumie było miłym uczuciem, bo w końcu ktoś widział jego prawdziwe “ja”.
- W porządku. - mówi w końcu - Jesteś...trans?
- Nie. - mówi bez namysłu - Nie sądzę, że jestem...po prostu, jestem sobą, wiesz? Chce być sobą, nie jestem kobietą czy mężczyzną i nigdy nie będę...jestem po prostu Louis.
- Rozumiem. - odpowiada kiwając głową - A przynajmniej myślę, że rozumiem.
- To trudne, wiem. - mówi opuszczając głowę - Przykro mi z jej powodu. - mówi delikatnie dotykając materiału urny.
- Nie wyglądasz jak kobieta. - mówi Dawid w odpowiedzi – Jeśli to ciebie pociesza.
- Dziękuję. - Louis odpowiada - Cieszę się, że mi powiedziałeś. - dodaje patrząc na niego.
- Też się cieszę, że mi powiedziałeś. - odpowiada z lekkim uśmiechem.
Teraz była tylko ich dwójka, na jednym balkonie, trzymając się za recę i po wysłuchaniu swoich tajemnic. To jakby ich więź się zacieśniła dzięki temu, spędzili jeszcze trochę czasu sami dopóki nie nadeszła noc, rozmawiali blisko siebie, ciesząc się swoim towarzystwem i tym, że nie muszą już tego wszystkiego ukrywać. Tylko dwójka nietypowych osób pod gwieździstym niebem, których połączyła wspólna podróż. Louis teraz był w stanie wybaczyć Dawidowi i dalej z nim jechać, teraz w stronę Francji. W głębi też miał nadzieję, że będzie miał znów okazję po prostu potrzymać go za rękę.
Chapter 12: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 12 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Chapter Text
Znalezienie transportu nie wydawało już się tak trudne dla Louisa, mógł się przyznać, że obserwował jak to robił Dawid i nauczył się trochę z tego, dzięki czemu znaleźli szybko nową podwózkę. Teraz mimo, że była przed nimi długa droga do Francji to po ich wczorajszej rozmowie, wydawało się to jakoś przyjemniejsze. Słuchanie razem muzyki albo oglądanie widoków za oknem, jakby znali się od wieków.
- Znowu szukasz czegoś co mi się spodoba? - pyta Louis, widząc, że jego towarzysz znowu siedzi w telefonie.
- Możliwe. - odpowiada, ukrywając ekran przed jego ciekawskim spojrzeniem – Trzeba jakoś korzystać z życia.
- Chcesz zdradzić sekret co znalazłeś? - dopytuje z uśmiechem patrząc na niego.
- A gdzie wtedy będzie zabawa? - odpowiada mu uśmiechem - Doczekasz się, obiecuje.
- Trzymam ciebie za słowo. - mówi opierając się o niego.
Między nimi nastała kolejna chwila ciszy, przerywana odgłosem ich oddechów czy muzyką na słuchawkach i płynącej z radia samochodu. Ich kierowcą była kobieta, która wcześniej opowiedziała im, że wraca od swojej rodziny do swojego domu, byli jej wdzięczni, że zabrała ich ze sobą. Widok za oknem był czymś co podobało się Louisowi, piękne wzgórza i nadmorskie miasteczka, gdy Dawid miał okazję wpatrywać się w morze i włoskie plaże. Czasem rozmawiali między sobą, dzielili się tym co lubią robić czy zadawali sobie pytania. Dawid stawał się coraz bardziej otwarty, a Louis coraz bardziej pewny siebie gdy byli w swoim towarzystwie, ich znajomość na pewno była dla nich dobrym wyborem i przynosiła korzyści. Oczywiście były tematy na które nie rozmawiali za dużo, ale nie musieli, nie czuli potrzeby poruszania tych delikatnych tematów, a nawet cisza między nimi była komfortowa. Louis czuł, że Dawid wyciąga z niego to co najlepsze, że w końcu znalazł kogoś komu może się pokazać w pełnej okazałości jak piękna ćma wychodząca z poczwarek. Dzięki temu ich podróż samochodem, mimo, że kilkugodzinna była jak tylko chwila wzięta z ich życia. Kobieta która ich przywiozła nawet zaproponowała im nocleg, gdyż wydawali się miłymi osobami, co z chęcia zaakceptowali.
Nadmorskie, francuskie miasto pachniało solą i cytrusami, czymś co przynosiło świeżość i delikatnie rozbudzało turystów, którzy z chęcią tu przyjeżdżali. Po obiedzie spędzonym w miłym towarzystwie bliższej rodziny kobiety, mężczyźni wybrali się zwiedzać.
- Co dla mnie przygotowałeś tym razem? - pyta Louis idąc krok w krok z Dawidem u boku.
- Znalazłem kilka miejsc. - odpowiada z uśmiechem, chowając dłonie do kieszeni spodni – Ale najpierw życzenie.
- Życzenie? - powtarza marszcząc brwi, nie wiedząc o co mu chodzi.
Dawid nie musiał odpowiadać, gdy tylko wyszli zza rogu, Louis zobaczył o co mu chodziło. Centralny plac w mieście miał liczne restauracje czy bary, ale nie to było ważne, mężczyzna był wpatrzony w miejsce gdzie było najwięcej ludzi, piękną i dość sporą fontannę z trzeba rzeźbami, ludzie albo pozowali albo sami robili zdjęcia tego okazu sztuki.
- To fontanna trzech gracji. - mówi Dawid gdy zbliżają się do niej i czują lekkie kropelki wody padające na ich twarze.
- No dobrze. - mówi Louis nie mogąc się napatrzeć na piękno fontanny – A co do życzenia, masz...
Nie zdążył nawet dokończyć zdania, gdy ten chwycił jego dłoń i wsunął do niej małą monetę, która zaraz miała dołączyć do reszty na dnie atrakcji. Spojrzał do swojej dłoni widząc w niej symboliczny jeden grosz, przypominający mu o swojej ojczyźnie. Czego mógł sobie życzyć? Nie musiał już prosić o to by jego cel był mu jeszcze bardziej bliższy, już był blisko spełnienia marzeń. Niebiesko włosy nie myślał wiele, wrzucił monetę do wody jakby wymyślenie życzenia było najprostszą rzeczą na świecie, gdy Louis dalej się zastanawiał.
“Życzę sobię...znaleść kogoś bliskiego, kogoś kto mnie pokocha jakim jestem” - pomyślał a monetą z gracją trafiła na dno tuż obok całej masy innych.
- Mam nadzieję, że twoje marzenie się spełni. - mówi patrząc na niego z delikatnym uśmiechem.
- Już się spełnia. - odpowiada Dawid z chichotem idąc dalej, prowadząc go do następnej atrakcji.
Słońce chyliło się ku zachodowi gdy ten pokazał mu tutejszy łuk trumfalny, który też był zapieał dech w piersiach, spędzili kilka godzin po prostu chodząc po mieście, czasem rozmawiając, czasem po prostu wsłuchując się w odgłosy miasta. Podróż skończyli siedząc na schodkach domu miejsca gdzie nocowali i wpatrzeni w rzekę która była przed budynkiem.
- Wiesz...to była miła podróż. - mówi w końcu Dawid z lekkim uśmiechem - Cieszę się że z tobą pojechałem.
- Też się cieszę. - odpowiada Louis patrząc na niego kątem oka - Dziękuję...za wszystko.
- Nie musisz dziękować. - mówi Dawid – Po prostu...staram się być lepszą wersją siebie...po tym wszystkim.
- Jesteś idealny. - mówi bez namysłu i widząc jego zaskoczone spojrzenie, czuję jak palą go policzki gdy odwraca wzrok - Miałem na myśli, że jesteś bardzo miły i że zapamiętujesz to co lubię i mnie tym zaskakujesz.
- Wiem co miałeś na myśli, Louis. - mówi spuszczając wzrok na ich dłonie.
Blondyn poczuł jak ich palce się stykają, aż w końcu on chwycił jego dłoń, ale to nie był ten sam uścisk, nie to było coś bardziej intymnego, coś czego sam Dawid był niepewny czy może dokonać. Ich spojrzenia znów się spotkały, jakby każdy z nich oczekiwał, że ten drugi wykona pierwszy krok w stronę tego co oboje chcieli zrobić. Gdy minęło trochę więcej czasu, pierwszą osobą, która się ruszyła był Dawid, który pochylił się i delikatnie pocałował go. To był pierwszy pocałunek Louisa, pierwszy raz gdy pozwolił na to by...ktoś po prostu pokazał mu trochę uczucia, niepewnie odwzajemnił go, niezbyt wiedząc jak to zrobić poprzez brak doświadczenia. To było słodkie, delikatne i kochające, jak słuchanie ulubionej spokojnej piosenki, wpatrzony w zachód słońca. Louis chciał by to trwało wiecznie, by czuć jego dłoń na policzku, by czuć lekki jego lekki zarost gdy ocierał nosem o jego policzek, by wsłuchiwać się w ciche, kochające słowa które mu szeptał gdy spali w jednym łóżku, wtuleni w siebie nawzajem jakby nie było to coś nowego i wstydliwego, bo to nie było wstydliwe. Oboje wiedzieli kim są, nie mogli się tego wstydzić gdy nikt nie mógł ich zobaczyć w tym stanie błogości, ale nawet jeśli nie byli by teraz sami i jeśli ktoś by ich obserwował...Louis nie wstydziłby się tego, walczył by o to jak o wszystkie swoje opinie i prawa.
Najwidoczniej jego marzenia szybko się spełniły.
Chapter 13: ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆ Rozdział 13 ⋆⁺₊⋆ ☀︎ ⋆⁺₊⋆
Notes:
(See the end of the chapter for notes.)
Chapter Text
To ostatni dzień, ostatni raz gdy łapią autostopa w jedną stronę, teraz pozostała jedynie prosta droga do miejsca docelowego. Pożegnali się z kobiętą która dała im dach nad głową i z samego rana ruszyli dalej w drogę, dzięki kolejnemu dobremu człowiekowi, który akurat jechał do Barcelony z rodziną. Słońce przyjemnie ogrzewało im skórę gdy siedzieli w małym busie obok siebie, a muzyka grała w słuchawkach. Dopiero wtedy Louis zaczął się stresować swoją operacją, tym czy na pewno wyjdzie, czy na pewno będzie mu się to podobać.
- Chyba trochę się boję. - mówi w końcu, głosem lekko wyższym od szeptu.
- Czego? - pyta Dawid patrząc na niego – Operacji?
Louis nie odpowiada, zamiast tego jedynie kiwa głową, ściskając usta w linię. Bo w końcu tyle rzeczy mogło pójść nie tak podczas tego, mogły być komplikacje, niezadowolenie, pożałowanie swoich wyborów bo co jeśli jego matka miała rację? Jeśli to tylko dłuższa faza, która minie? Dawid zauważył to, te spojrzenie skierowane za okno, spięte ramiona, ściśnięta szczęka. Nie był pewny co zrobić i czy jakikolwiek czyn cokolwiek zdziała, ale nie chciał siedzieć bezczynnie, więc chwycił jego dłoń, ściskając ją i obrócił jego twarz w swoją stronę.
- Ufasz mi? - pyta, a Louis kiwa głową wpatrzony w niego - Będzie dobrze...jeśli chcesz mogę być przy tobie, czy to pomoże?
- Zostań wtedy ze mną. - mówi cicho i niepewnie.
To był pierwszy raz, pierwsza w jego życiu operacja, pierwsza większa podróż, pierwsza osoba, która była w stanie zrobić dla niego tyle co zostanie i ukazanie akceptacji. Teraz najważniejsze było spojrzenie jego niebieskich oczu zza szkieł okularów, jego dłoń ściskająca jego w chęci poprawy mu humoru, lekki uśmiech na jego ustach, który był czymś lepszym niż powtarzanie słów typu; “będzie dobrze”. Pocierał kciukiem jego kostki w zamyśleniu, dopóki nie podniósł jego dłoni, pocałował jego wierzch i oparł ją o swoją brodę myśląc co jeszcze może dla niego zrobić.
- Dziękuję. - mówi w końcu Louis patrząc na niego i niepewnie całując go w czoło, dalej niepewny ukazywania uczuć w ten sposób.
- Nie ma za co. - odpowiada Dawid – Nie martw się, będę tam gdy się obudzisz.
Te słowa odruchowo wywołały uśmiech na twarzy blondyna, sama świadomość towarzysza była przyjemna. Poprawił jego opadające na koniec nosa okulary i oparł się o niego w ich dalszej podróży. Po około kilku godzinach dojechali na miejsce, najpierw zaczeli szukać noclegu blisko miejsca gdzie Louis będzie miał operację, a potem by zjeść coś na obiad. Louis miał okazję wtedy wykazać się swoją znajomością hiszpańskiego na poziomie B1 i może nawet trochę oczarować Dawida dzięki temu, gdy jedli na zewnątrz restauracji.
- Od kiedy uczyłeś się hiszpańskiego? - pyta z ciekawością.
- Nie wiem, chyba od początku szkoły średniej. - odpowiada Louis, wycierając usta serwetką - A ty z niemieckim?
- Myślę, że od dzieciaka. - mówi wzruszając ramionami - Pamiętam jak tata przywiózł mi tłumacz niemiecko-polski, przeczytałem go i spodobało mi się to jakoś.
- Nigdy nie opowiadasz o swojej mamie. - mówi nagle Louis, drapiąc się po karku, gdy kończy jeść.
- Nie ma co mówić. - odpowiada spokojnie - Ciągle była w domu, gotowała, nie lubiła czytać książek i umiała mówić po rosyjsku.
- Moi rodzice nie znają języków obcych. - mówi Louis – Zaczynam jedynie ich uczyć powoli angielskiego gdy pokazuje im memy. - dodaje śmiejąc się cicho.
- Nie to moja rodzina w miarę coś potrafi. - mówi z chichotem Dawid, również kończąc posiłek.
Po jedzeniu poszli się przejść, najpierw odwiedzając jeden z budynków, który wyszedł spod dłoni Gaudiego, odwiedzili bazar, przy tym ciesząc się zapachem owoców i pieczywa. Wszystko to tylko dlatego by pod wieczór znaleść dziką plażę i zrobić to co od początku podróży zamierzał Dawid. Najpierw usiedli dość blisko brzegu, chwilę w ciszy, jakby oboje żegnali się z nią.
- Chcesz to zrobić? - pyta w końcu Louis, widząc jak ten kurczowo trzyma plecak blisko siebie.
- Tak. - odpowiada kiwając głową - Po prostu...daj mi chwilę.
- Ile tylko potrzebujesz. - odpowiada wracając wzrokiem do wpatrywania się w horyzont.
Ciepły wiatr i odgłos fal odbijających się od kamienistego brzegu było czymś w miarę przyjemnym, nawet jeśli siedzenie na kamieniach po dłuższym czasie powodowało ból, ale Louis nie chciał go pospieszać, chciał by był gotowy na ostateczne pożegnanie z przyjaciółką. Nie mógł sobie wyobrazić jak musiał się czuć Dawid w tej sytuacji, ale jedyne co czuł to szacunek, to nie było łatwe przejechać prawie, że całą Europę tylko by rozsypać prochy kogoś sobie bliskiego, kto nawet nie był twoją rodziną. Minęło jeszcze trochę czasu, zanim Dawid otworzył plecak i chwycił urnę, wstając niepewnie na chwiejących się kamieniach, Louis od razu stanął obok niego.
- Jestem gotowy. - mówi w końcu otwierając ją i biorąc głęboki oddech.
- Dasz radę. - mówi Louis dając dłoń na jego bark gdy ten wysypał prochy do morza, żeby ta zjednoczyła się z naturą.
Nie mógł odsunąć od siebie tego uczucia pomiędzy spokojem, a niepewnością, czegoś co się czuło w takiej nietypowej sytuacji. Miał jedynie nadzieję, że Dawid czuję jego wsparcie i nie będzie chciał go od siebie odtrącić, chciał być przy nim, tak samo jak on chciał być z nim. Bo mimo wszystko, mimo wszystkich przeciwności byli ze sobą, jeden by zacząć nowe życie, a drugi by zakończyć drugie. Słońce przyjemnie ich opalało gdy stali tak na kamienistej plaży, wpatrzeni w wodę i teraz Louis wierzył w słowa Dawida, już nic nie może pójść nie tak, a nawet jeśli to będzie on go miał przy sobie co jest najlepszym zrządzeniem losu.
Notes:
Pierwszy raz kończę swoje dzieło i jestem z siebie mega dumny, ale nie stało by się to bez mojej przyjaciółki Ireny, która sprawdzała każdy rozdział przed dodaniem, ani bez mojej przyjaciółki Zuzy, która była pierwszą czytelniczką. Dziękuję za przeczytanie i mam nadzieję, że spotkamy się w moich następnych utworach.
